Category Archives: news

Wspomnienia p. Małgorzaty Diederen (Woźniak)

Wspomnienia z harcerstwa

Harcerstwo. Wielu ludziom kojarzy się najczęściej z mundurkami, podchodami i żołnierską dyscypliną – rodzaj wojska dla młodzieży. A jeszcze druga połowa lat siedemdziesiątych – toż to była czysto polityczna organizacja, ideologiczne szkolenie przyszłych członków partii komunistycznej, mających prowadzić nas ku świetlanej przyszłości.

Ja pamiętam zupełnie inne harcerstwo.

Byłam wówczas uczennicą II LO im. Romualda Traugutta w Częstochowie, jednej z najlepszych szkół w mieście. Pod dyrekcją profesora Antoniego Drzazgi liceum przeżywało swój złoty okres, miało wielu wspaniałych nauczycieli, chór, zespół Totem oraz prężnie działający szczep harcerski. Jego „szefem” i spiritus movens był profesor Włodzimierz Kolman, człowiek o niezwykłej energii, wyobraźni i własnej wizji tego, czego potrzeba młodym ludziom. Harcerstwo to był pretekst, środek, za pomocą którego pokazywał nam, nastolatkom, co to jest samodzielność, odpowiedzialność, uczciwość, solidarność. Pokazywał nam świat, poszerzał nasze horyzonty, pokazywał, dlaczego warto wędrować po górach, dlaczego warto zwiedzać świat, dlaczego warto mieć pasje, dbać o nie, dlaczego warto czasami upierać się przy swoim.

Czasy nie sprzyjały wtedy takim ludziom. Trzeba było mieć wiele energii, żeby pokonywać „trudności dnia codziennego”. Z dzisiejszego punktu widzenia organizowanie corocznych obozów w Bułgarii i Rumunii było prawdziwą sztuką. Ale jakoś nam się udawało. Trochę przy pomocy rodziców, trochę przy pomocy absolwentów – jednak większość prac wykonywaliśmy sami.  Co roku trzeba było przeglądać namioty, naprawiać je, czasami suszyć (w ogrodzie profesora Kolmana, oczywiście). Któregoś razu udało nam się nawet uszyć cały namiot – bo nowego nie mogliśmy kupić. Trzeba było zadbać o zapasy żywności. Tu przydawały się „znajomości”, rodzice pracujący w spółdzielniach spożywców, którzy mogli dla nas odłożyć parę pięciokilowych szynek w puszkach. Na rachunku „stało” co prawda „cukier”, ale kto by się tym przejmował. Dzieci na wakacjach w Bułgarii miały widocznie duży apetyt na cukier (zakupione produkty rozpisywaliśmy na jadłospisy, żeby żadna komisja nie przyczepiła się do nas o malwersacje). Kupienie mąki, ryżu, cukru (od 1976 roku na kartki), makaronu, herbaty i tym podobnych produktów w odpowiednich ilościach wymagało niezrozumiałych dzisiaj akrobacji. I udawało się, w dużej mierze dzięki niespożytej energii profesora, który nigdy nie dawał za wygraną (no, może raz, kiedy nie udało nam się napełnić butli gazowych w NRD, bo miały inne wloty, zaprzyjaźniona firma nie zdołała nam zrobić odpowiednich, mimo wysiłków profesora w tym kierunku). Zabieraliśmy ze sobą wszystko: lampy, żelazka, deski do prasowania, butle gazowe, garnki i gary, a nawet świeże jajka (oj, jak smakowała jajecznica smażona na dworcu  we Lwowie, podczas kolejnej przesiadki).

Startujemy

Termin Zjazdu ustalony. Widzimy się 24.10.2015r.