Monthly Archives: Wrzesień 2014

Wspomnieniea p. Tadeusza Nadrowskiego (matura 1980)

MOTTO:
„Nauka oraz uczestniczenie w życiu II LO im. R. Traugutta należą niewątpliwie do najważniejszych i najlepszych okresów w moim życiu.”

Jest wiele powodów,  dla których tak sformułowałem motto mojej wypowiedzi.
Szare, pełne bylejakości, braku perspektyw na perspektywy dla wielu ludzi czasy w PRL były dla mnie okresem rozwoju, fascynacji i młodzieńczej radości z wielu powodów.
Do najważniejszych niewątpliwie należy atmosfera domu rodzinnego. Rodzice nauczyli mnie odróżniać dobro od zła, szacunku dla drugiego człowieka, miłości do najbliższych, mówili mi o prawdziwej historii Polski, a wszystko to  w  warunkach dużej elastyczności z ich strony i pełnego do mnie zaufania.
Drugim filarem mojego wychowania i rozwoju było uczestnictwo w życiu młodzieży parafialnej Parafii Św. Zygmunta w Częstochowie skupionej w liczbie około 1000 osób wokół osoby księdza Stanisława Boreckiego. Z perspektywy czasu odkrywam, jak wielki wpływ na moje życie wywarł ten człowiek. Potrafił on nauczać, słuchać, angażować do wspólnej pracy, mądrze pomagać, rozwiązywać problemy i fascynować tak dużą i różnorodną grupę młodzieży w czasach, w których beznadziejność była zjawiskiem powszechnym. Przy tej okazji chciałbym złożyć nieżyjącemu już księdzu Stanisławowi Boreckiemu hołd i wyrazy wielkiego szacunku.
Trzecim filarem kształtowania mojej osobowości, wychowania i rozwoju była szkoła średnia
II  LO im. Romualda Traugutta w Częstochowie. Mógłbym się zastanawiać nad nadaniem wagi dla wszystkich trzech ścieżek mojego rozwoju, ale myślę, że najlepiej zdefiniuję ich rolę jako spójny, kompletny i wzajemnie uzupełniający się system, w atmosferze którego miałem szczęście dojrzewać.
Jako młody człowiek  byłem ( również obecnie jestem ) dumny z tego, że uczęszczałem do „Traugutta”.  Dzisiaj oceniam ten okres jako czas solidnej nauki i pracy, wielkich przyjaźni, czasami porażek, świetnych młodzieńczych inicjatyw i zabawy na dobrym poziomie i czas, kiedy wszystko, co robiłem, dawało mi dużo radości i satysfakcji.
Wiele aspektów i zjawisk składa się na taką ocenę.

Wspomnienia p. Marka Bogdana

Cudowne Lata.

 Mam na imię Bogdan, jestem absolwentem II LO im. Romualda Traugutta w Częstochowie. Parę razy w życiu miałem szczęście. W 1974 roku trafiłem do tej właśnie szkoły i w tamtym właśnie czasie – to jedno z moich szczęść. Cztery lata nauki w tej szkole to moje cztery intensywnie przeżyte lata życia. Często zastanawiam się, czemu tak ciepło wspominam tamten okres, czemu tak serdecznie wspominam większość Profesorów i uczniów. Uczniem byłem przecież przeciętnym, a na większość dobrych ocen musiałem ciężko, ciężej niż wielu bardziej zdolnych kolegów pracować – wszak do dzisiaj nie jestem ani szczególnie błyskotliwy, ani szczególnie pojętny. Nie byłem gwiazdą. Sądzę, że przyczyna nie tkwi wyłącznie w tęsknocie za młodymi, cudownymi latami. Myślę, że Traugutt miał wtedy to coś, tę atmosferę niespotykaną przeze mnie wcześniej i później. Lenistwo i beztroska podstawówki skończyły się. Pojawiły się dużo większe wymagania stawiane przez nauczycieli, były treningi na basenie, wycieczki, obozy, imprezy organizowane na terenie szkoły, działał zespół Totem, powstawał radiowęzeł, była ciemnia fotograficzna. Mogłem znaleźć coś dla siebie, miałem w czym wybierać.

Dla mnie ważne jest, że był też bardzo prężnie działający szczep harcerski pod opieką profesora Kolmana. Nawet nie pamiętam, jak to się stało, że zostałem harcerzem. Pociągnęli mnie chyba koledzy z klasy i zaczęło mi być w tym dziwnym harcerstwie dobrze. Czemu dziwnym? Dziwnym dlatego, że owszem były czerwone krajki, brzydkie mundury, była nazwa „Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej”, ale był też profesor Kolman, który tak to prowadził, że mało kto wiedział o przymiotniku w nazwie. Z tego harcerstwa słabo pamiętam zbiórki, apele. Pamiętam natomiast, że po raz pierwszy w życiu spotkałem się z powierzaniem nastolatkowi odpowiedzialnych na tamten czas zadań. Na przykład przygotowań do wycieczek i obozów. Włodek, bo tak mówiliśmy na profesora Kolmana, organizował wyjazdy perfekcyjnie. Mogę się jedynie domyślać, ile wysiłku i różnorodnych zabiegów wymagało w tamtych czasach załatwienie formalności związanych z organizacją wycieczki w góry, a organizacja obozu do Rumunii czy Bułgarii musiała być olbrzymim logistycznym wyzwaniem i przedsięwzięciem. Profesor dbał o to, abyśmy zaczynali przygotowania kilka miesięcy wcześniej. To był przegląd techniczny wszystkich namiotów, materacy, leżaków, sprzętu oświetleniowego, kuchenek gazowych itp. Czasem trzeba było coś zreperować, poprawić – ja nie umiałem, ale pomagałem kolegom, którzy potrafili, podglądałem i sam się uczyłem. Robiliśmy to chętnie, prawie zawsze po lekcjach. Później ktoś robił zakupy (konserwy, ryże, makarony, czekolady) – pamiętać należy, że działo się to od 1976 roku  w „Polsce kartek na cukier”.