Monthly Archives: Maj 2014

Wspomnienia p. Jarosława Kweclicha

Dawno temu w Częstochowie

            Dzisiaj, przed południem zadzwonił do mnie prof. Kolman z pytaniem czy napiszę coś o harcerstwie z czasy, kiedy pobierałem nauki w II LO im. Romualda Traugutta. Spytałem o objętość tekstu – odpowiedział- Gosia Diederen napisała 6 stron. Ja na to, że zawsze pisała ładne i długie wypracowania. On na to: pytałeś, Ja na to odpowiedziałem. Zapytałem, ile mam czasu. Niewiele. No to do roboty.

            Pobieranie nauk wszelakich w „Traugucie” przypada na lata 1972 – 76. Szkoła z tradycjami, jedna z najlepszych w Częstochowie. Pierwszym wychowawcą „mojej” klasy I B został mgr Włodzimierz Kolman – Nauczyciel języka rosyjskiego. Trzeba nadmienić w tym miejscu, że nie lubiliśmy tego języka – jednoznacznie kojarzył się z przymusem politycznym (nic nie przepowiadało końca komuny). Potrafił wziąć za gardło, wepchnąć nam kawałek wiedzy. Klasa I B to zbieranina różnych postaw, charakterów. Szkoła średnia to czas idealizmu, gniewu pokoleniowego, negacji autorytetów, a może ich poszukiwania.

            Drużyna harcerska już istniała w liceum. Jak działa, mam mroczne wyobrażenie. Nie pamiętam momentu, kiedy zapisałem się do niej. Czy była to jeszcze pierwsza klasa, czy później. Odbywały się jakieś zbiórki, szkolenia, wyjazdy na Jurę, biwaki, rajdy, zdobywanie sprawności. Pewne jest jedno. Ożywienie harcerstwa w „Traugucie” nastąpiło wraz z objęciem drużyny przez Profesora Kolmana. Zaczęło się naprawdę dziać. Urządzanie harcówki, organizacja radiowęzła szkolnego (kucie dziur w ścianach, rozprowadzanie przewodów do sal wykładowczych), tworzenie audycji radiowych. Robiliśmy to w dużej części sami. Trudności pojawiły się nawet przy zakupie munduru harcerskiego. Zaczyna się tworzyć zespół „TOTEM”. Nie przesadzę mówiąc, że w pewnym momencie stał się zjawiskiem kulturowym, tak jak sztandarowy zespół harcerstwa „Gawęda”. Dzisiaj „Totem” moglibyśmy nazwać multimedialnym przedsięwzięciem artystycznym. Zaczęły ujawniać się talenty śpiewacze, aktorskie, kompozytorskie, plastyczne. To było prawdziwe wydarzenie – występy na scenie klubu Politechnik. Napięcie, jak nasze starania zostaną odebrane przez widownię, czy wszystko wypali. Było ekstra, zaiskrzyło.

Wspomnienia p.Wojciecha Kmity

Drużyna żeglarska w II LO im R. Traugutta

Na początku drugiej klasy dopadła mnie myśl: podczas gdy ja od pięciu już lat żegluję i brałem nawet udział w dwóch „poważnych” rejsach morskich, to nie tylko w mojej szkole, ale i w moim mieście, młodzi ludzie nie mają łatwego dostępu do tej fascynującej (mnie) dziedziny sportu. Ba, wielu z nich nie miało nawet pojęcia, że epoka żagli nie skończyła się wraz ze zniknięciem z mórz wielkich żaglowców i że istnieje coś takiego jak żeglarstwo przyjemnościowe. W Częstochowie zaczynał się dopiero – wraz z powstaniem w 1975 r. województwa częstochowskiego – rozwój tej dziedziny aktywności na skalę szerszą niż kilka przyzakładowych klubów sportów wodnych, które wprawdzie czasami przyjmowały chętnych spoza macierzystych przedsiębiorstw, ale nie prowadziły na terenie miasta akcji propagujących żeglarstwo. Postanowiłem więc założyć na terenie szkoły klub żeglarski – co to za problem, skoro może mieć huta to czemu nie nasze liceum!?

Wtedy oczywiście nie wiedziałem, że powołanie takiego uczniowskiego klubu, którego członkowie mieliby pełne możliwości samodzielnego żeglowania, jest w zasadzie nierealne – z powodów materialnych, prawnych, a także dlatego, że wśród grona nauczycielskiego nie było pasjonatów tej dziedziny sportu, więc z braku fachowej opieki nad uczniami należałoby przyblokować taką inicjatywę. I dobrze, że nie wiedziałem, bo kilka sprzyjających okoliczności sprawiło, iż pomysł okazał się nadzwyczaj prosty do zrealizowania.

Zanim zabrałem się do próby jakiejś legalizacji klubu (takie drobiazgi, jak np. niepełnoletność założyciela nie zaprzątały mojej uwagi – wszak czułem się dorosły i odpowiedzialny: byłem licealistą i miałem stopień sternika jachtowego z rozszerzonymi, „morskimi” uprawnieniami), zacząłem szukać materialnych podstaw działalności, przede wszystkim możliwości zdobycia łodzi. I od razu trafiłem na dobrą radę (niestety nie pamiętam czyją): idź do nowopowstałej Komendy Chorągwi ZHP. Poszedłem i spotkałem Ryszarda Urbańskiego, który właśnie objął funkcję pilota Chorągwi, czyli osoby mającej stworzyć jej pion wodny. Nie musiał mnie długo przekonywać, że dla młodych ludzi najrozsądniejszą drogą stworzenia bazy materialnej są struktury ZHP i tak na początku 1976 roku przy liceum im. R. Traugutta zamiast klubu powołana została Pierwsza Harcerska Drużyna Wodna. Była częścią zarówno Szczepu ZHP, działającego w szkole, jak i pionu wodnego Komendy Chorągwi.