Monthly Archives: Marzec 2014

Wspomnienia p. Urszuli Guidon (Goszczyńskiej)

„Witaj Wodzu”

Dawno, dawno temu do naszego szczepu przybył nowy Wódz. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze z naszymi rodzicami w wigwamach rozsianych wokół góry zwanej przez naszych przodków „Jasną”.
Jako młode wilczki żądne wiedzy, spotykaliśmy się prawie każdego dnia, zaraz po wschodzie słońca, by pobierać nauki od naszych Mędrców.
Uczyliśmy się wszystkiego, co może przydać się w późniejszym życiu. Na czele Mędrców stał Mędrzec nad Mędrcami. Wszyscy Go bardzo szanowali i lubili. To właśnie dzięki Niemu nasz Wódz dotarł do naszego szczepu.
Wódz też nas nauczał. Uczył nas języka innego plemienia, które mieszka tam, gdzie wschodzi słońce. To przecież ważne, by rozumieć, co do Ciebie mówią inni.
Szybko jednak zorientowaliśmy się, że to nie tylko języka obcych będzie nas uczył, ale również, a może przede wszystkim, tego, co w życiu ważne i wartościowe.
Gdy słońce świeciło już zbyt mocno, a Mędrcy byli zmęczeni pracą z nami, Wódz zabierał nas na poznawanie wielkiego świata. Z Jego pomocą  przygotowywaliśmy każdy nasz wyjazd. Wigwamy miały swoje nazwy od imion tych z nas, którzy pracowali najwięcej. Niektóre wigwamy musieliśmy sami reperować, a nawet szyć w całości, bo spalona słońcem południa  tkanina, często nie wytrzymywała naporu deszczu i wichury.
Nieraz zdarzało się, że, mimo dobrego przygotowania terenu pod obozowisko, wysuszona ziemia nie potrafiła wchłonąć całej masy wody, jaka spadała na nas z nieba. Wszystko było mokre, nawet żywność. Ale to tylko umacniało nasze charaktery.

Wspomnienia p. Iwony Gnych (Wrony)

Moje wspomnienia na temat harcerstwa

Moje pierwsze i krótkie wspomnienia dotyczące harcerstwa wiążą się ze szkołą podstawową a właściwie z obozem harcerskim w Wąsoszy po VI klasie.
Natomiast czas pobytu w szkole średniej – LO im. R. Traugutta to już czas wspomnień pełniejszych.
Harcerstwo w „Traugucie” utożsamiam dziś z naszym ówczesnym szefem, profesorem Kolmanem. Jestem pewna, że wszyscy mieliśmy do niego ogromne zaufanie. W ogóle mam wrażenie, że my, uczniowie „Traugutta” w latach 70. (ja 74 -78) mieliśmy szczęście do kadry pedagogicznej i jej dyrektora p.Drzazgi.
Wracając jednak do wątku dotyczącego harcerstwa, to muszę przyznać, że nie pamiętam wprawdzie wielu szczegółów, ale o kilku obrazach w pamięci chcę wspomnieć.
Na początek to strój harcerski, który musieliśmy zakładać w każdy poniedziałek (chyba!) i przy innych szczególnych okazjach. A jego kompletność była skrupulatnie sprawdzana. Pamiętam, że krzyż harcerski trzeba było mieć przypięty na wymaganej wysokości nad kieszenią i odpowiednio założony sznur. Do munduru dziewczyny musiały założyć granatową lub czarną spódnicę, chłopaki odpowiednie spodnie, – ale nie dżinsowe!
Na zebraniach pamiętam dominował dialog kolegi Winklera z komendantem Kolmanem – dziś podziwiam cierpliwość profesora wobec niecierpliwej natury Tadka.
Ale najważniejszą rolę w moich wspomnieniach pełnią obozy – szkoda, że byłam tylko na dwóch.

Wspomnienia p. Wojciecha Dynera

Wspomnienia z lat nauki w II Liceum Ogólnokształcącym im. Romualda Traugutta w Częstochowie.

            Spotykając się z kolegami i koleżankami z klasy A i B rocznik 1967-1971 najczęściej wspominamy zabawne zdarzenia z życia szkolnego i pozaszkolnego, które na trwałe zapisały się w naszej pamięci. Pojawia się często opinia, że taka klasa jak nasza była ewenementem. Dziś po prawie 40 latach zastanawiam się, jak to się stało, że ucząc się w tamtej szarej rzeczywistości czuliśmy się wolni, szczęśliwi i pełni nadziei na przyszłość a świat postrzegaliśmy w kolorach kwiatów. Z perspektywy przeżytych lat mogę powiedzieć, że mieliśmy wspaniałych nauczycieli i wychowawców. Miło wspominam Adolfa Baranowskiego, Antoniego Drzazgę, Hieronima Zygułę i Gustawa Grackiego.

             Dla mnie najważniejsze okazało się to, że oprócz nauki mieliśmy prawdziwą swobodę twórczą i możliwość artystycznego wyżycia się. Uważam, że pozostawienie inicjatywy uczniom i możliwość rozwijania zainteresowań często różnych od programu szkolnego to cecha tego liceum, dzięki czemu czas nauki wspominamy w sposób szczególny. Wśród wielu moich kolegów i koleżanek wykonujących różne zawody znajdują się osoby, które  zainteresowania artystyczne rozbudzone w liceum kultywują do dziś.

              Szczególne miejsce w moich wspomnieniach zajmuje nauczyciel muzyki Pan Profesor Krzysztof Pośpiech. Miałem ogromne szczęście, że trafiłem na nauczyciela, który oprócz wrażliwości muzycznej uczył twórczego myślenia i działania, będąc jednocześnie autentycznym miłośnikiem muzyki. Potrafił gromadzić wokół siebie uczniów utalentowanych muzycznie i tworzył wraz z nimi wiele wspaniałych wydarzeń artystycznych. Nie sposób je wymienić, ale z pewnością pozostają we wspomnieniach wszystkich, którzy w nich uczestniczyli.