Monthly Archives: Styczeń 2014

Wspomnienia p. Hanny Babczyńskiej (Dziembek)

Moje harcerstwo w LO im. Romualda Traugutta 1976-1981

Kiedy w pierwszej klasie liceum zdecydowałam się na wstąpienie do grupy „wodniaków HSPS-u”, nie wywołało to radości naszej wychowawczyni pani Profesor Doroty Nicpoń. W obowiązkowy dzień mundurowy  jakim był poniedziałek, miała bowiem w klasie czworo odszczepieńców. Krzysiu Szymonik nie należał do harcerstwa w ogóle (cóż za odwaga) a Dziembkówna, Andrzej Kubik i Zbyszek Rabczuk występowali w mundurach koloru granatowego, co psuło ogólny wizerunek klasy w „obślizgłym” beżu HSPS-u. Chociaż czasem ku wielkiej radości Pani Profesor zakładałam i beż.

Ja należałam ponadto do Kręgu Instruktorskiego „Amonit”, gdzie obowiązywał stary szary mundur i, o zgrozo, pozwalałam sobie na zakładanie i takiego.

Wymóg przymusowego cotygodniowego przychodzenia w mundurach był jednak w stopniu doskonałym rekompensowany poziomem organizacji całego Związku Harcerstwa Polskiego w naszym liceum.

Dzięki geniuszowi Pana Profesora Kolmana, na przekór wszystkiemu, przynależność do harcerstwa w naszym liceum była zaszczytem i przywilejem.

Kto nie zna tamtych klimatów, będzie mu trudno zrozumieć jak w młodych ludziach wzbudzić entuzjazm, zainteresowanie i oddanie całemu przedsięwzięciu. To były trudne i bardzo smutne czasy, a my na początek jako młodzi uczestnicy obozów do Bułgarii, Rumunii i NRD z dużym zaangażowaniem włączaliśmy się w przygotowania do naszych wyjazdów zagranicznych i krajowych. Nasze perfekcyjne pakowanie się do pociągów, autobusów do dzisiaj pozostaje zagadką.

70 osób, sprzęt obozowy, namioty- w 2 minuty, siedziało w swoich przedziałach. Każdy znał swoje miejsce i każdy wiedział, za co jest odpowiedzialny. Nigdy nic nie zginęło, niczego nie zapomnieliśmy, wszyscy wywiązywali się ze swoich obowiązków doskonale.

Wspomnienia p. Ariadny Auriga- Borówko

Wiadomość o tym, że powstaje monografia poświęcona harcerstwu w II LO im. R. Traugutta w Częstochowie, przywołała wiele wspomnień, wiele nazwisk… Byłam „dzieckiem przysposobionym” harcerstwa.

Gdy w 1970 roku zostałam uczennicą liceum, spotkałam Prof. Krzysztofa Pośpiecha, którego znałam z Zespołu Szkół Muzycznych przy ul. Jasnogórskiej i stałam się członkiem szkolnego chóru. Czy pamiętacie ten kilkudziesięcioosobowy zespół śpiewający czterema głosami „Bogurodzicę”, „Śląsk śpiewa”, „Poloneza” Ogińskiego czy „Sen o Warszawie”, zbierający laury na wszystkich konkursach?

Wkrótce Profesor zaproponował mi udział w zespole muzyczno-wokalnym w charakterze solistki. Śpiewaliśmy wspólnie z Elą Hutnik, Iwoną Ostrowska, Aliną Moskalik, Sylwkiem Trzepizurem, a na instrumentach grali: Marek Walarowski (multiinstrumentalista), Tadek Biernacki (fortepian), Mirek Kapsa, Przemek Kusiński, Grzesiek Nowak.

Występowaliśmy m.in. na  scenie Teatru im. A. Mickiewicza, Politechniki Częstochowskiej,  licznych akademiach szkolnych, również w Szkole Muzycznej – by przełamać opory kadry nauczycielskiej obawiającej się zepsucia maestrii chłopców zmierzających do kariery muzycznej.